14.12.2011

Cośtam cośtam

Down at the bottom
Of the ocean, I lay down
Nobody's coming
Just continue to drown


I can't stand when everything that surrounds me looks like you. It takes your shape. Everything reminds me of you. Fire from a lighter, teddy bears, tears, drops of vodka. Even my own imagination is all about you. Even it... (I should change name of this blog) Music is different. It reminds me of me. Soundtrack of my life.
Today. I read a story about the tree. I am like this tree.. I mean I could be. Beceuse I'm not. This story wasn't about me, but it could be. I can sacrifice everything I have, I just want to make you happy like the tree. But tree had someone who loved it. I haven't. I mean I've got true friends who love me (I guess) and I love them, but... Eh, I won't go to bed with my friend or I won't say "I love you" with true feelings.
It's really strange. I thought that I'm not ill now. I was wrong. I am ill, very ill. I think it's a cancer. Tumour of soul. Like the name of a band from town where I live.
I'm about to lose my mind
You've been gone for so long
I'm running out of time
I need a doctor
Call me a doctor
I need a doctor, doctor
To bring me back to life


I think I should stop writting again but this time for longer than few days.

11.12.2011

List do M

Mim to stworzenie bardzo sprytne. To taki trochę kameleon w ludzkiej skórze. Oni są inteligentni na swój sposób. Widzą obraz, przetwarzają i w końcu się dostosowują. Mogą przybrać każdą formę kiedy tylko chcą. Cóż mogą być każdym, tylko nie sobą. Widzieliście kiedyś mima? Oni są czarno-biali. Nudni i denerwujący. Nie mają własnej osobowości. Ponoć naśladownictwo to najwyższa forma pochlebstwa. Dla mnie to zdanie jest prawdziwe, jeśli się naśladuje cechy dobre, a nie cechy neutralne. Na przykład dobre naśladownictwo Gandhiego to nawoływanie do pokoju na światową skalę, a nie ogolenie się na łyso i chodzenie pół-nago po ulicach...

*OGŁOSZENIA PARAFIALNE*
Właśnie się dowiedziałem, że nie mam jutro polskiego z czego jestem RAD jak mawiała Maria Curie.
*KONIEC OGŁOSZEŃ*

8.12.2011

Ego

Tralala serduszka dwa.
Wypijmy za nie aż do dna,
Podczas gdy sielanka trwa.

Tralala to serca dwa.
Życie tę historię zna.
Sercom znów nauczkę da.

Tralala organy dwa.
"Już nie ty i już nie ja.
Ta decyzja była zła."

Tralala umarły dwa.
Czy to jakaś chora gra?
Bo najbardziej cierpię JA.

Tralala serduszka dwa...

28.11.2011

Kolejna

Otóż można być pozytywnym, jeśli się tego chce. To moja kolejna pozytywna notka. Dziś byłem na koncercie charytatywnym wraz z Kasią i Thomasem. Patrycji nie było. Ale był też Adam, Ola i parę innych osób. Było wesoło, fajnie, pogodno. Zagrała Feekcja. Niestety szału nie było, ale o dziwo na Kumka Olik jakoś publlika bardziej się ożywiła, nawet ja i mój pan od fizyki, który też tam był. Część koncertu przestałem na zewnątrz, ale co tam :D Pani Sylwia stwierdziła, że nie wiedziała, że jestem taki.. taki odważny. Chodziło o kolczyk. Cóż taki ze mnie bad boy, ale p. Rychlik dodała, że wyjmuję w szkole więc do końca taki 'bad' to chyba nie jestem. Musiałem przed sceną zatańczyć kaczuchy ! To było coś! Te emocje ! I kaczuchy i kółeczko i w lewo i w prawo i znów kaczuchy :D Ech, ale potem zaraz poszedłem do domu... na pieszo. Ale dało się przeżyć. I jutro nie będę musiał odpowiadać, ani pisać niezapowiedzianych kartkówek :D FAKJE!

Wiadomość

Ogółem to brak mi słów do siebie samego. To moje zachowanie, te durne posty na blogu to nic innego jak chcęć zwrócenia na siebię uwagi. Takie robienie z siebie ofiary i szukanie pocieszenia w najgorszy z możliwych sposobów. Nie chciałem, żeby przyjaciele się o mnie martwili, a myślę, że przez to co robiłem martwili się jeszcze bardziej... Cóż, człowiek uczy się na własnych błędach. Uważam, że to źle. Niby doświadczenie i takie tam, ale nie kosztem nastroju przyjaciół. PRZYJACIÓŁ! Najcenniejszego daru, jaki otrzymałem. Dlatego to, co zrobiłem było podłe z mojej strony. Miewałem gorsze dni, dni fatalne i one jeszcze nie raz się pojawią w moim życiu ale takie ono jest! Są wzloty i upadki, chwile radości i załamania. Nie można z tego powodu psuć życia sobie, a w szczególności innych. Już to się więcej nie powtórzy. Oczywiście nie będę zgrywał zawsze wesołego trlalalala ale jeśli będę miał doła to po prostu usunę się na bok na dzień lub dwa a nie robił z tego dramat na skalę Szekspira! Nigdy więcej!




OGŁASZAM WSZYSTKIM WSZEM I WOBEC, ŻE STARY EMERYT POWRÓCIŁ.



NIE ŻADNA INKARNACJA, ŻADNE WCIELENIE.



JA, MATEUSZ!

26.11.2011

Pocieszacz

Dziś z Kasią, Patrycją i Thomasem byliśmy w Capone z okazji Kasi imienin. Najpierw do fotografa i w poszukiwaniu odpowiedniej ramki do zdjęcia. Niestety nie było takowej to kupiliśmy inną, ale chyba też dobrą. Do tego czekoladka i gotowe. Ogółem taki pocieszacz z tego dnia dzisiejszego. No nie całkiem, bo coś mi go popsuło... Ale pocieszacz, tak. Pojedliśmy sobie, pośmialiśmy się. Chwilami nie, ale to tam, co tam. W telewizji w pizzerii było Dlaczego ja?. Zepsuło urok. Gadaliśmy o mnie trochę. Że jem ser, ale tylko odpowiedni. Taki z podpuszczką mikrobiologiczną. Dziwne ale nie pytajcie. Potem poszliśmy do Kasi domu zachaczając o kiosk. U niej w domu było Raffaello. Bardzo dobre Raffaello. Szkoda, że ja nie jestem jak Raffaello. Ale nie szkodzi. Narysowałem Kasi oko. Oko azjatki. Całkiem mi wyszło. Tłumaczyłem Patrycji o czym jest Ludzka Stonoga z jakieś 100 razy, a potem na gadu gadu się martwiłem. No cóż, bardziej martwić się już nie mogę. Musiałbym być martwy. (sucheee)

Jutro na tor z Justyną. Olać Ognisko Mistrzów. Jeszcze potem zostanę zjechany na facebooku.