23.11.2011
Oh Na Na.. What's my name?
Hej wam, tu Emeryt. Nie, nie ten co pisał ostatnio. Tamten umarł. Ja jestem nowy. A w sumie to nie nowy. Po prostu jestem jego kolejną inkarnacją. Pogubiłem się już którą. Od ostatniego postu chyba pierwszą. Albo drugą? Nie wiem. Nie wiem nawet jak mam na imię. Nie wiem co jadłem na obiad. Chyba dziś piłem kawę. Ale tego też nie pamiętam dokładnie. I am tired. Would you take me home? No nic. Jestem bardzo zmęczony. Ale nie ma kto mnie zabrać do domu. Jestem zmęczony wszystkim, a w szczególności sobą. Swój stan odreagowuję na innych. Taka królowa pszczół... Na niej chciałbym odreagować. Ale mam lepsze zajęcia, np. tor z Justyną. Odreaguję w pozytywny sposób :) Ale jak na razie nie mam siły na nic... Kompletnie. Dzień wolny od szkoły nic nie pomógł. Nadal ciężko
20.11.2011
Life's a rollercoaster
Odżyłem. Znowu. Odrodziłem się z popiołów. Mówcie mi Feniks. Odrodzenie to cudowne uczucie. Jest Ci ciepło w żołądku (a może to ta herbata?), znów chce się żyć i jest po co. Kiedy wstaję z martwych, jestem w stanie zrobić wszystko. Nawet pracę domową z polskiego! Mam wrażenie, że popłaczę się ze szczęścia. Ostatnio się tak czułem po koncercie Closterkeller. Mam nadzieję, że wspaniały nastrój utrzyma się do jutra, żebym mógł się nim podzielić z innymi. Ale musiałbym nie spać. Boję się, że znów mi się przyśni ona. Cokolwiek. Na odrodzenie przydaje się Adele i Emiliana Torrini. Ta pierwsza jest trochę smutna, ale za to pocieszająca. Muszę jej spróbować na umieranie. Bo z tym umieraniem to jest tak, że przychodzi po narodzinach. Niestety, ale tak jest. Ja już umarłem wiele razy i powiem wam szczerze, że to boli jak cholera. O ile nie każde narodziny są tak wesołe, bo czasem budzisz się jeszcze w trumnie i nie wiesz co masz robić, a czasem na zimnej porodówce oblepiony krwią to umieranie jest zawsze takie samo. Zimne, bolesne, samotne pomimo tłumu. Im bardziej ktoś jest twardy, tym złamanie bardziej boli. Ale teraz przeżywam odrodzenie więc się cieszę. Nie przeszkadza mi nawet to, że skończył mi się zeszyt od matmy i zapomniałem kupić nowy. Ta moja mała reinkarnacja najpewniej będzie jeszcze długo trwała. Ale jak mawia moja nauczycielka od biologii "Katar leczony trwa 7 dni, a nie leczony tydzień" czy jakoś tak. To zdanie jest piękną metaforą dla mnie. Ostatnio mam manię metafor, ale z tej sam skorzystam. Dla dobra ogółu, nie jednostki.
18.11.2011
A jednak...
Nie potrafię nie pisać. Hala miała rację, jak piszę jest mi lepiej. Jednak postaram się pisać o normalnych rzeczach.
Dziś rodzice pojechali na wywiadówkę. Jakie szczęście, że dziś w szkole Nocny Maraton Filmowy i się miniemy. Jednak pozostaje sobota i wtedy mogę mieć pogadankę... To chyba nie uniknione. Więcej napiszę jutro, po ognisku na które idę. Dawno mnie nie było na żadnym. Chyba wracam do formy :D
Ach i znowu ona mi się śniła... W sumie one. Ta starsza starsza wydawała się nawet na zadowoloną, że jest przy mnie, a ta młodsza się bała. Chyba była nawet przerażona. Niedługo potem obie zniknęły. Mogłyby zostać, przynajmniej ta starsza. Do młodszej nie czuję tego samego, choć też jest dla mnie ważna. Takie sny mnie przerastają.
Dziś rodzice pojechali na wywiadówkę. Jakie szczęście, że dziś w szkole Nocny Maraton Filmowy i się miniemy. Jednak pozostaje sobota i wtedy mogę mieć pogadankę... To chyba nie uniknione. Więcej napiszę jutro, po ognisku na które idę. Dawno mnie nie było na żadnym. Chyba wracam do formy :D
Ach i znowu ona mi się śniła... W sumie one. Ta starsza starsza wydawała się nawet na zadowoloną, że jest przy mnie, a ta młodsza się bała. Chyba była nawet przerażona. Niedługo potem obie zniknęły. Mogłyby zostać, przynajmniej ta starsza. Do młodszej nie czuję tego samego, choć też jest dla mnie ważna. Takie sny mnie przerastają.
11.11.2011
Hej wam. Ostatnio wiele nad sobą myślałem i wiecie co? No właśnie, nie wiecie. Nikt nie wie. Nawet ja sam nie wiem. Nie wiem co mam zrobić. Mam taką małą nadzieję na cud, który rozwiąże moje problemy i problemy innych. Cuda zdarzają się rzadko kiedy, ale ten jest bardzo prawdopodobny. Tylko boję się jego skutków. Znaczy, nie tyle skutków (bo wiem, że będą dobre) tylko tego co dalej będzie ze mną, bo to już nie będę ten sam ja. O tym moim marzeniu dowiedziało się parę osób na wczorajszej imprezie i teraz nawet pragnę tego cudu bardziej. Ach, właśnie! Impreza. Ania miała wczoraj urodziny. Było fajnie. Co prawda zjebałem się jak szpak, ale i tak było fajnie, całkiem, nie wiem. Nigdy więcej nie utopię smutku w alkoholu, bo po nim robi się rzeczy, których zrobić nie wolno. Bardzo chciało by się zrobić, ale nie wolno i ja to zrobiłem. Na szczęście w chwilach słabości zachowałem resztki godności i nie skompromitowałem się do reszty (o ile można było). Wygadałem się o wielu sprawach ale nie powiedziałem o najważniejszej dla mnie. O mały włos.
Na jakiś czas odpuszczam bloga. Nie to, że nie chcę już go prowadzić, ale po prostu w moim życiu teraz jest mało wesołych rzeczy. Ten blog nazywa sie Narodem wyobraźni, a nie Narodem emo. Dlatego też nie chcę, abyście zagłębiali się w mój chory umysł. Będzie to dla mnie bardzo trudne, bo ten blog oraz wasze komentarze nie tylko pod postami, ale też w formie rozmów były dla mnie dużą podporą. Bardzo chciałbym pisać, bo to mi się pomaga odstresować tak samo jak inne rzeczy, które porzuciłem. Jednak nie będę pisał za cenę waszego zdegustowania. Napiszę jak coś się poprawi. Z poważaniem - Popsuty.
Na jakiś czas odpuszczam bloga. Nie to, że nie chcę już go prowadzić, ale po prostu w moim życiu teraz jest mało wesołych rzeczy. Ten blog nazywa sie Narodem wyobraźni, a nie Narodem emo. Dlatego też nie chcę, abyście zagłębiali się w mój chory umysł. Będzie to dla mnie bardzo trudne, bo ten blog oraz wasze komentarze nie tylko pod postami, ale też w formie rozmów były dla mnie dużą podporą. Bardzo chciałbym pisać, bo to mi się pomaga odstresować tak samo jak inne rzeczy, które porzuciłem. Jednak nie będę pisał za cenę waszego zdegustowania. Napiszę jak coś się poprawi. Z poważaniem - Popsuty.
7.11.2011
To uczucie...
Nienawidzę tego uczucia, gdy nagle czuję się przygnębiony. Bez żadnego ostrzeżenia, bez oczywistego powodu. Po prostu to się dzieje. Czuję się pusty i beznadziejny. Czuję się zmęczony. Tak, jakbym nigdy już nie miał ruszyć na przód. I kiedy ktoś mnie pyta "Co jest nie tak?", nie potrafię odpowiedzieć, bo nic nie przychodzi mi do głowy. Wtedy zaczynam nad tym myśleć... I w tym momencie po prostu zdaję sobie sprawę, jak wiele rzeczy jest nie tak.
***
Niczym poranna mgła nikną troski gdzieś,
Kiedy spijam słodki Morfeusza sen.
Przebudzenie - moja kara, moja śmierć.
Ono zniszczy serce me, ja wiem.
Gdy ostatnie sekundy szczęścia mi odchodzą
Ukojenie mija się z okrutną prawdą.
Bolesne wspomnienia gwałtownie nadchodzą.
Niegdyś we krwi mojej je maczano.
Otwieram oczy na świat.
Szoku doznaję!
Przebudzenie jak północny wiatr
Lodowaty. Ja się poddaję.
Zimno mi i chyba idę w dół.
Rzucony na dno tonę zgięty w pół.
Jezioro smutku oddalone gdzieś.
Niespokojna tafla łez.
Nie mogę oddychać, zimno mi, ja topię się
Lecz pod wodą znajduję ukojenie,
Bo w jeziora dnie nigdy nie widać łez.
Ja tam zostać już na zawszę chcę.
Otwieram oczy na świat.
Szoku doznaję!
Przebudzenie jak północny wiatr
Lodowaty. Ja się poddaję.
Przepraszam Cię, ale poddaję się.
Niespokojna tafla łez...
Kiedy spijam słodki Morfeusza sen.
Przebudzenie - moja kara, moja śmierć.
Ono zniszczy serce me, ja wiem.
Gdy ostatnie sekundy szczęścia mi odchodzą
Ukojenie mija się z okrutną prawdą.
Bolesne wspomnienia gwałtownie nadchodzą.
Niegdyś we krwi mojej je maczano.
Otwieram oczy na świat.
Szoku doznaję!
Przebudzenie jak północny wiatr
Lodowaty. Ja się poddaję.
Zimno mi i chyba idę w dół.
Rzucony na dno tonę zgięty w pół.
Jezioro smutku oddalone gdzieś.
Niespokojna tafla łez.
Nie mogę oddychać, zimno mi, ja topię się
Lecz pod wodą znajduję ukojenie,
Bo w jeziora dnie nigdy nie widać łez.
Ja tam zostać już na zawszę chcę.
Otwieram oczy na świat.
Szoku doznaję!
Przebudzenie jak północny wiatr
Lodowaty. Ja się poddaję.
Przepraszam Cię, ale poddaję się.
Niespokojna tafla łez...
5.11.2011
Półmetek
No to już. Poszło i nie wróci (na szczęście). Półmetek nie był imprezą, na której się dobrze bawiłem. Myślę, że wielu osobom się spodobał ale nie mi. Ogółem nie przepadam za tego typu imprezami. Na balu gimnazjalnym gdyby nie sesje zdjęciowe oraz wygłupy z Jaśką, Raffcią i Czikenem to umierałbym z nudów. Oczywiście to nie był jedyny problem. Była jeszcze "Gwiazda wieczoru", której miałem ochotę zrobić coś złego (no, prawie mi się udało), o niektórych wyszło jacy są na prawdę, dużo osób zalało się w trupa, no i jeszcze najważniejsze - ogólna depresja. Po prostu miałem ochotę zabrać alkohol, uciec z tego półmetka gdzieś pod most i tam upić się do nieprzytomności. A wiecie dlaczego? Bo jestem skończonym dupkiem, dlatego. Zawszę muszę wszystko robić po swojemu. Staram się słuchać swojego serca, ale ono się często myli. Nie posłucham rozumu. Nie posłuchałem. Zazwyczaj słuchanie serca niszczyło życie tylko mi. Teraz spierdoliło je jeszcze paru innym osobom. Mógłbym usprawiedliwić się sentencją "Człowiek chciał dobrze, wychodzi jak zawsze". Niestety nie mogę. Oczywiście tak, chciałem dobrze i głównie chciałem dobrze dla innych, ale to tak tylko na 90%. 10% tego "dobrze" było przeznaczone dla mnie. Albo może i więcej... Sam już nie wiem. Fakt faktem, po części było to trochę egoistyczne. I między innymi za to siebie nienawidzę. Ale już, stało się. Nie zmienię tego. Niektórym po połmetku pozostał kac, innym ból stóp, jeszcze innym trochę wódki, sukienka, garnitur, zdjęcia. Mi po półmetku został gniew, smutek, ból i strach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)